Przyszło mi tak długo wyczekiwane wyrównanie z ZUS-u i postanowiłam zaszaleć! A co! Poprzedni rok miałam ciężki, jeden pobyt w szpitalu za drugim, brak czasu na regeneracje, więc teraz spełniłam swoją zachciankę i kupiłam sobie wymarzony aparat!
Cena za sprzęt i dodatki trochę mnie powaliła, ale... trudno! Nie żałuję!
Pieniądze na mieszkanie oczywiście mam odłożone i ich nawet nie ruszam! Bo przeprowadzka do Wrocławia to dla mnie priorytet!
W poniedziałek muszę zacząć się już pakować, wtorek podpisanie umowy, pierwsze spotkanie z właścicielami i współlokatorkami... Może będzie możliwość wprowadzenia się wcześniej niż w piątek?
Fajnie by było... :)
Po rozmowie z kilkoma osobami ogarnęła mnie po raz kolejny pewna refleksja...
Wiele osób,gdy na mnie patrzy to sobie myśli " A ona żyje zupełnie normalnie, zawsze jest uśmiechnięta, wyciąga pozytywne wnioski. Nie, ona nie ma problemów. A nawet jak się jakiś pojawi to i tak się nim nie przejmuje"
Otóż drodzy Państwo! Wcale tak nie jest...
Staram się żyć w miarę normalnie, ale nikt sobie nie zdaje sprawy z tego ile wysiłku i samozaparcia mnie to kosztuje, prawie nikt nie wie jak często wpadam w dołki związane z chorobą i jednak mimo wszystko zadaję sobie pytanie "Dlaczego akurat ja?!" Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć osoby, które mnie widziały, gdy płakałam z bezsilności. Staram się tego nie okazywać publicznie bo wiem, że takie sytuacje wprowadzają niepotrzebnie niekomfortowe sytuacje.
Niesamowicie się cieszę z tego, że wiele z Was, gdy patrzy na mnie to widzi nadzieję dla swoich dzieci, samych siebie i traktuje mnie jako kogoś pozytywnego.
Jednak mam też wielką prośbę...
Gdy tego potrzebuję dajcie mi się wygadać, wypłakać, ponarzekać, a nie ucinacie rozmowę sformułowaniem "Bywa..." bądź mówicie, że ja nic nie rozumiem. Bo rozumiem, czasami nawet za wiele.
Pokażę Wam również zdjęcie zrobione moim najukochańszym aparatem ;-)))
Doskonale Cię rozumiem i chętnie pomogę w trudnych chwilach :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Paulina